piątek, 14 kwietnia 2017

Autostopem do wściekłej siostry (Lodowiec Mýrdalsjökull i Katla)

W nocy wcale nie było aż tak źle. Spodziewałam się, że wymarznę za wszystkie czasy, ale mój super śpiwór jak zwykle sprawdził się w sytuacji kryzysowej. Traf chciał, że musiałam przespać się w namiocie w rowie przy drodze w jakimś miasteczku przy Reykiaviku bo koleś z informacji turystycznej chyba przybył z innego wymiaru i pokierował mnie w zupełnie inna część miasta niż ta w której docelowo miałam się znaleźć. Gdy odkryłam, że jestem w zupełnie innym miejscu nie miałam już wiary w dalsze poszukiwania domu kolegi i postanowiłam przespać się w rowie. Nie było źle, było nawet całkiem nieźle gdyby nie to że wiało nie z tej ziemi i co chwilę przejeżdżały jakieś auta. Dawno mnie tak nie wywiało, gorzej było tylko jak kiedyś rozbiłam się na plaży w Allichies w Irlandii. Wtedy to już naprawdę myślałam, że mnie zmiecie, namiotem tak szastało, że szurał o piach.
Krater wulkanu Kerid, w którym często organizowane są koncerty! Artyści występują na tratwie dryfującej na jeziorze podczas gdy widownia siedzi na zboczach krateru.
Rano, jak już względnie się ogarnęłam i złożyłam namiot ruszyłam w poszukiwaniu wylotówki. Moim celem były wyspy Westman na południowym wybrzeżu gdzie znajduję się bardzo ciekawy wulkan Eldfel, ale co w nim takiego interesującego to opowiem w poście o Westamanach :). Tymczasem... ruszyłam się z tego rowu, wyglądając jak siedem nieszczęść i zaczęłam szukać drogi. Zaszłam do ubezpieczalni, która właśnie się otwierała i miła pani poczęstowała mnie pyszną kawunią, po czym pokierowała na wylotówkę. Podjechałam kawałek autobusem, a potem skończyły mi się drobne i zamiast przesiąść się na drugi autobus musiałam iść z buta... Te islandzkie autobusy! System jest naprawdę niesamowity... Przy siedzeniu kierowcy znajduje się plastikowa puszka do której wrzuca się odliczone 400 koron. Inaczej nie da się zapłacić, po prostu nie ma kasy biletowej, albo masz 400 albo masz pecha. Ja oczywiście miałam pecha :)
Droga nr 1; Słynna Ring Road

Gdy tak szłam na wylotówkę oczywiście zaczęło padać, ale w końcu udało mi się dojechać do drogi na Selfoss, po drodze łapiąc kilka stopów. Młode małżeństwo wybierające się na Ring Road wysadziło mnie na strategicznym skrzyżowaniu, po czym szybko przechwycił mnie pan w samochodzie dostawczym i wyrzucił na wylotówce. Tam po niedługim oczekiwaniu zatrzymał się miły starszy pan jadący prostu do Selfoss, który miał ze sobą już jedna autostopowiczkę! To ona namówiła go, żeby się zatrzymał i wziął również mnie! Dziewczyna pochodziła z Niemiec i właśnie wracała z Ring Road, która objechała autostopem i... jechała również na Westmany! Dokładnie w to samo miejsce co ja! Postanowiłyśmy połączyć siły i jechać dalej razem.
Ciąg dalszy drogi nr.1 - okolice Selfoss

Nasz kierowca wysadził nas na wylotówce z Selfoss, przeszłyśmy kilkaset metrów aby oddalić się od zabudowań i wystawiłyśmy kciuka. Szło dosyć opornie, nikt nie chciał nas zabrać przez około godzinę (nie ma tragedii) i moja towarzyszka której imienia za nic nie potrafię sobie przypomnieć zaczęła się niecierpliwić. Mówiła, że lepiej będzie jak się rozdzielimy, ale ja już wiele razy przekonałam się, że jeżeli długo czeka się na auto to jeżeli ono w końcu przyjedzie to będzie to "ten" specjalny samochód. Nie myliłam się, tak było i tym razem. Zatrzymał się bus z przyklejonym logiem jakiejś firmy turystycznej, a w środku siedział ubrany na sportowo koleś w wieku na oko poniżej trzydziestki.
Okolice wulkanu Hekla
Oczywiście, nie pamiętam jak się nazywał... jechaliśmy sobie tak przez jakiś czas a on opowiadał czym się zajmuję. Skończył coś co nazywało się "turystyka zrównoważona" i teraz pracował dla firmy organizującej wycieczki na lodowce tzw trekingi. Opowiadał też jak na studiach zajmował się zganianiem owiec z gór, mówił że była to najbardziej męcząca rzecz jaką zrobił w życiu. Mówił też że Islandia nie jest przygotowana na tak duży ruch turystyczny jaki jest tam w tym momencie. W zeszłym roku wyspę odwiedziło ponad milion osób to 3 razy więcej niż mieszka tam na stałe. Mówił głównie o degradacji środowiska naturalnego i braku sanitariów przy głównych atrakcjach turystycznych. Tak w między czasie naszej miłej pogawędki oświecił nas, że odwołano wszystkie promu na Westmany z powodu jakiegoś super-sztormu. To troszkę pokrzyżowało nam plany i zaczęłyśmy się zastanawiać co by tu ze sobą zrobić, gdy ziomek przedstawił nam swoja propozycję.- A może byście się wybrały ze mną na lodowiec? Mam jakieś zapasowe raki i czekan w bagażniku, a resztę grupy wkręcę, że dzisiaj zrobiłyście rezerwację. Tylko nie mówicie nikomu, że wziąłem was za darmo. Mówiąc to włożył sobie snus (rodzaj tabaki) pod język i pojechaliśmy dalej.Snus jest nielegalny na Islandii, ale nikogo to nie obchodzi. Podobnie jak z irlandzkim Poitin - domowej roboty whisky. Za wytwarzanie Poitin można dostać ponad 1000 euro kary ale czego się nie robi dla domowej roboty procentów. 
Lodowiec Mýrdalsjökull 

Gdy dojechaliśmy pod lodowiec reszta grupy już na nas czekała. Szybko rozłożyliśmy sprzęt, założyliśmy raki i ruszyliśmy w górę. Na początku byłam przekonana, że nie ma opcji i na pewno się wywrócę znając moją koordynację ruchową jednak raki mocno trzymały i dałam radę. 
Gotowa do drogi :)

Lodowiec Mýrdalsjökull (nie martwcie się ja też nie potrafię tego wymówić) jest niezwykły. Znajduję się pod nim wulkan Katla a zaraz obok wulkan Eyjafjallajökull (Wymowa dla odważnych - https://www.youtube.com/watch?v=hSo_ND41-6g). Mimo że Eyjafjallajökull w 2010 roku narobił sporego zamieszania z ruchem powietrznym nad Europą i Ameryką Północną to przy Katli wypada raczej słabo. Z racji tego, że Katla znajduję się całkowicie pod lodem podczas erupcji jest w stanie stopić pokrywę lodowca wywołując ogromną powódź. Tego typu powodzie, na Islandii nazywane  Jökulhlaup powodują katastrofalne zniszczenia, zrywają mosty, niszczą drogi itp. Jökulhlaup towarzyszył także erupcji  Eyjafjallajökull jednak zalane tereny były w większości niezamieszkane dzięki temu zniszczeniu uległo tylko kilka dróg. W przypadku Katli powodzie mogą być znacznie większe co połączone z położeniem wulkanu przy Drodze nr. 1 (Ring Road) może wywołać o wiele więcej zniszczeń. Katla często nazywana jest 'wściekłą siostrą Eyjafjallajökull' dlatego, że oba wulkany są ze sobą bardzo blisko związane. Trzy z czterech erupcji  Eyjafjallajökull w ciągu ostatniego tysiąclecia były wstępem do znacznie większych erupcji Katli. dlatego nic dziwnego, że po erupcji w 2010 roku oczy wulkanologów na całym świecie skupiły się na chwilę na wściekłej siostrze. 
Lodowiec Mýrdalsjökull przykryty popiołem wulkanicznym

Katla potrząsła się chwilę w lipcu 2011 po czym niewielka erupcja wywołała Jökulhlaup który zerwał jeden z okolicznych mostów. Erupcja z 2011 roku w porównaniu do innych wybuchów Katli była stosunkowo mała, jednak została sklasyfikowana przez Islandzki Instytut Meteorologiczny jako potencjalnie większa od Eyjafjallajökull w 2010. Mniej materiału wulkanicznego dostało się do atmosfery, dlatego nie było w tym wypadku zagrożenia dla ruchu lotniczego.Co ciekawe podczas erupcji z okolicznych rzek unosił się charakterystyczny zapach siarki.Erupcja z 2011 roku na pewno nie jest końcem. Katla jest w dalszym ciągu monitorowana, a każde zwiększenie się aktywności powoduje potok spamu w facebook'owych grupach typu VolcanoCafe Wiadomo, że erupcja się zbliża, pozostaje tylko odwieczne pytanie: kiedy? Po erupcji w 2010 Prezydent Islandii Olafur Grimsson w wywiadzie dla BBC powiedział, że Eyjafjallajökull był tylko preludium do erupcji Katli. Dodał też, że Islandia przygotowuje plany na wypadek erupcji i to samo radził rządom Europejskim oraz osobom odpowiedzialnym za ruch lotniczy oraz logistykę. (Pełna wypowiedź: https://www.youtube.com/watch?v=ToDjdeFpRAw)
Lodowiec Mýrdalsjökull jeszcze raz 

Lodowiec Mýrdalsjökull jest przepiękny, ponieważ wszędzie pokrywają go nierównomierne kupki ciemnego popiołu wulkanicznego. W niektórych miejscach gdzie część lodu topnieje widać równoległe warstwy popiołu zamrożone w środku lodowca. Każda warstwa pochodzi z innej erupcji. Krajobraz jest naprawdę surrealistyczny.
zwróćcie uwagę na te przepiękne kupki popiołu <3

Po wizycie u Katli pomogłyśmy naszemu kierowcy spakować sprzęt i ruszyliśmy z powrotem na drogę główną. Wysiadłam na drodze głównej i złapałam stopa do Viku gdzie nocowałam u poznanego wcześniej Mateusza. Vik to malutka mieścina w której mieszka około 300 osób. Mieści się tuż nad wybrzeżem niedaleko Mýrdalsjökull dokładnie na trasie potencjalnych Jökulhlaupów Katli.

Autostopem do wściekłej siostry (Lodowiec Mýrdalsjökull i Katla)

W nocy wcale nie było aż tak źle. Spodziewałam się, że wymarznę za wszystkie czasy, ale mój super śpiwór jak zwykle sprawdził się w sytuac...